niedziela, 1 listopada 2015

Stay strong, eat better!

;-)
Halloween już się skończyło, mogę więc skupić się na temacie, który chcę poruszyć już od jakiegoś czasu: Zdrowe odżywianie!
A w każdym bądź razie zdrowsze ;-)
Zacznę wywód od moich prywatnych nawyków żywieniowych.
Powszechnie wiadomo, że... nie jem mięsa. Jestem wegetarianką (a właściwie byłam, ale po kolei) od 9.01.2014r. Od tego dnia nie miałam w ustach kawałka kurczaka, wieprzowiny, cielęciny, baraniny ani żadnej innej "-iny". Dlaczegóż więc już do wegetarian się nie zaliczam? Ponieważ od sierpnia na powrót jem ryby. Wróciłam do nich ze względów zdrowotnych (obawiam się, że mam anemię spowodowaną niewłaściwą dietą). Udało mi się to, choć było ciężko (zbierałam się pół roku). Na szczęście ryby to ten rodzaj mięsa, który mnie nie obrzydza; i zrezygnowałam z niego po prostu z zasady.

Jak to się stało, że przestałam jeść mięso?
Cóż, po prostu.. Stało się. Nie był to żaden wielki zryw w obronie zwierząt, żaden apel do rzeźników czy buntowniczy protest. Jestem realistką, wiedziałam, że jedna osoba nie-jedząca-mięsa za wiele nie zdziała, wiedziałam też, że gdybym lubiła mięso moje poświęcenie się trwałoby bardzo krótko i szybko by się skończyło. Ale właśnie: gdybym LUBIŁA mięso. A nie lubię go.
W większości przypadków ludzie lubią mięso; ja go nie cierpię. Już od dziecka nienawidziłam szynki, mając 11 lat znienawidziłam wieprzowinę, a mając 13-14 obrzydzenia nabrałam również do kurczaka (ale przyznaję, że to mięso - choć obrzydliwe - było najlepsze z tych.. wszystkich, ugh). Moje życie zamieniło się w piekło: byłam zmuszana do każdego posiłku, rodzice nakładali mi wielkie kawały mięcha na talerz i pilnowali, bym wszystko w siebie wepchała. Kilkukrotnie prawie płakałam przy stole, bo nie wolno mi było kawałka tego jebanego schabowego sprawdzić, odkroić tłustą galaretę. Wielokrotnie po posiłku naciągało mnie na wymioty. Prawie po każdym posiłku biegłam po jakąś zagryzkę lub przepitkę - cokolwiek, co wymazałoby z mojej buzi mięsny posmak. Męczyłam się tak do 16 roku życia. Aż poszłam do szkoły średniej, "wydoroślałam" w ich oczach, ogarnęłam się. W końcu pozwolili mi nie jeść. Oczywiście słyszałam wywody na temat tego, że:
-nie będą dla mnie gotować specjalnych posiłków
-nie będą wydawać na mnie pieniędzy, na zamienniki mięsa
-jak wyląduję przez to w szpitalu, nie wydadzą na mnie nawet złotówki i nie będą mnie odwiedzać
No i takie, 5 tysięcy ostrzeżeń zniechęcających mnie do wegetarianizmu. które i tak nie podziałały. :-)
Wydaje mi się, że rodzice zgodzili się na to, bo myśleli, że to "chwilowa moda" i że mi szybko przejdzie. Tak się jednak nie stało, a oni się już chyba przyzwyczaili. ;-)

Jak się więc stało, że wróciłam do ryb?
Hm... Przyznam szczerze, niezbyt dobrze się odżywiałam przez ten czas. Tak bardzo cieszyłam się, że nie muszę już jeść tego cholerstwa, że nie zainteresowałam się tym, czym grożą niedobory żelaza i witamin z grupy B (głównie B12). Przez to prawdopodobnie wpadłam w anemię, a jeśli nawet nie, to na pewno jestem na jej granicy. Dlatego też postanowiłam uzupełnić co nieco dzięki rybom, wprowadziłam też do jadłospisu najlepszych przyjaciół wegetarian: soję, soczewicę, ciecierzycę. Jem też dużo owoców w warzyw, kasz, płatków owsianych i zbożowych, sera, mleka, jajek. Zamieniłam makaron zwykły na pełnoziarnisty i biały ryż na brązowy. Mam nadzieję, że tak prowadzona dieta mi pomoże po pierwsze ustabilizować organizm, a po drugie schudnąć troszkę. Mam też nadzieję, że do tego również przyzwyczają się moi rodzice i mi w tym pomogą; nie dam rady wiecznie sama fundować sobie tego jedzenia, tylko dlatego, że: "pełnoziarnisty jest złotówkę droższy!" i: "nie będę marnować pieniędzy na coś, czego nikt prócz ciebie nie je!"....
No, ale nie przedłużając, podam Wam parę propozycji zdrowych alternatyw na posiłki, które są PRZEPYSZNE. (Wszystkie prócz koktajlu szpinakowo-bananowego. On jest really OHYDNY).
Let's go!

ALTERNATIVES BREAKFASTS:

Owsianka z brzoskwinią i bananem: 
1 brzoskwinia
1 mały banan
Szczypta - dwie cynamonu
0,5 szkl płatków owsianych (ważne! górskich, nie błyskawicznych!!!)
0,5 szkl mleka


Do małego garnka/rondelka/whatever wlej mleko i je podgrzej. Gdy się zagotuje, wrzuć płatki i gotuj (na małym ogniu) kilka minut. Wsyp cynamon i zamieszaj. Pokrój owoce w kostkę/plasterki.co chcesz. Przelej owsiankę do miseczki, dodaj owoce i pomieszaj. Opcjonalnie, posyp czymś jeszcze na wierzch; np. kolorową posypką, by ładniej to wyglądało. Możesz również posłodzić, jeśli tego potrzebujesz.
Smacznego!

Jaglanka z bananem, jabłkiem i rodzynkami:1 mały banan
1 średnie jabłko
Garść rodzynek
Niecałe 0,5 szkl kaszy jaglanej
Szczypta soli
Pół łyżeczki masła
Szczypta cynamonu
Woda 


Kaszę jaglaną przepłukaj pod wodą (ważne! nie pomijaj! + najlepiej gorącą wodą)  i wrzuć do rondelka. Zalej wodą w proporcji 2 i troszkę : 1 (0,5 szkl kaszy  i 1/3 szklanki wody). Posyp solą i dodaj masło. Gotuj jakiś czas, dopóki cała woda nie 'wyparuje' (pilnuj jej! mi się raz przez to przypaliła i była fu ;/). W międzyczasie pokrój owoce. Gdy kasza będzie gotowa, przełóż ją do miseczki, dodaj owoce, cynamon, zamiesza. Zjedz ze smakiem ;3 (ew. możesz posłodzić, jeśli tego potrzebujesz).

Omlet z serem i pomidorem:
2 jajka
Łyżka mąki
Łyżka mleka
Ulub. przyprawy wg uznania
1 mniejszy pomidor
Kilka plasterków sera żółtego
Ketchup i jogurt naturalny

Zmieszaj w jednej miseczce mąkę z mlekiem na gładką masę. Następnie oddziel białka od żółtek: białko w jednej miseczce ze szczyptą soli - ubij na sztywną pianę; żółtka dodaj do mleka i mąki i wymieszaj. Gdy z białek zrobisz już pianę, wlej masę z żółtkami i zmiksuj. Pokrój żółty ser w małą kosteczkę i wsyp do ciasta. Przypraw je dowolnie. Na patelnię wrzuć trochę masła, a po jego rozpuszczeniu wlej masę. Kiedy przyrumieni się na złoto, obróć ostrożnie na drugą stronę. W międzyczasie pokrój pomidora na cienkie plasterki, w miseczce zmieszaj ketchup z jogurtem naturalnym - wg uznania, w zależności od tego, jak dużo sosu chcesz mieć. Gotowy omlet przełóż na talerz, ułóż na nim pomidory i złóż w pół. Dodaj sos/polej nim omlet i jedz!

Omlet z borówkami na słodko:
2 jajka
Łyżka mąki
Łyżka mleka
2 garście borówek
Szczypta cukru
Jogurt naturalny + ulubiony dżem

Omlet usmaż wg instrukcji wyżej (of course bez sera, przypraw, za to ze szczyptą cukru, za to z borówkami - które dodaj do gotowej masy). Przygotuj sos: zmieszaj jogurt naturalny z całkiem sporą ilością dżemu. Zjedz. ;>
.
Brzoskwinica z dżemem: 
2 brzoskwinie
Szczypta cynamonu
2-3 łyżki jogurtu naturalnego
Ulubiony dżemik
Łyżeczka masła

Brzoskwinie pokrój w ćwiartki i zblenduj z jogurtem i cynamonem. Na patelni roztop (?) masło i wylej masę brzoskwiniową. Potraktuj ją jak jajecznicę: mieszaj co chwila aż się nieco zarumieni i zgęstnieje. Przełóż na talerzyk. Dodaj trochę dżemu obok. Zjedz. ;-)

LUNCHS ALTERNATIVES:

Zupa z soczewicy:

Zupa robiona wg przepisu  <stąd>

Kasza jaglana z pomidorem i papryką + kotleciki z cukinii:
Niecałe 0,5 szkl kaszy jaglanej
Szczypta soli
Pół łyżeczki masła
Woda
1 pomidor
1 mała papryka
Kilka plasterków cukinii
Przyprawy wg uznania
Mąka + jajko + bułka tarta

Kaszę jaglaną ugotowuj wg instrukcji powyżej. Na patelni podsmaż pokrojonego w kostkę pomidora i paprykę. Ugotowaną kaszę przełóż na patelnię, przypraw i podsmaż chwilkę. (uwaga! może wyjść porcja na dwa dni, warto pomniejszyć ilość kaszy ;x) Plastry cukinii posól i zostaw na 10-15 min, by puściły sok. Następnie odsącz je z wody i obtocz w mące. Rozbełtaj jajko w miseczce (z solą i pieprzem). Omącznione (?) plastry zamocz w jajku, następnie w bułce tartej i wrzuć na patelnię z rozgrzanym olejem. Usmaż. Przełóż wszystko na talerz. Zjedz.

Zapiekanka warzywna z sosem czosnkowym i kaszą jaglaną:
Pozostała kasza z pomidorem i papryką z poprzedniego dnia xD (ew. nowa, receipe here ^)
2-3 średnie ziemniki
Kilka plastrów cukinii
Mała marchewka
Mały pomidor
Papryka
Ser żółty
2 małe ząbki czosnku
Jogurt naturalny
Sól i pieprz

Do naczynia żaroodpornego włóż pokrojone (w dowolny kształt, wielkość i grubość) warzywa (PS. marchew polecam zetrzeć na grubych oczkach na tarce) i wsadź do piekarnika na zwyczajową temperaturę (u mnie to jest 170 stopni + termoobieg) i piec 30-40 minut. Wyciągnij na chwilę, przykryj serem, włóż z powrotem na 5-10 minut. W międzyczasie podgrzej/zrób kaszę i sos: 2 ząbki czosnku zetrzyj lub bardzo drobno posiekać. Zmieszaj z jogurtem (no ten... dowolna ilość,w zależności jak ostry sos czosnkowy lubisz. wiadomo, że więcej niż 2-3 łyżki, jo..), z solą i pieprzem. Wyjmij zapiekankę (również zostanie jej na kilka dni xD), przełóż na talerz, dodaj kaszę i sos. Sssmacznego. ;-)
.
Sałatka ze szpinakiem i cieciorką + kotleciki z cukinii:
Kilka plasterków cukinii
Mąka + jajko + bułka tarta

Przyprawy wg uznania
0,5 szkl ciecierzycy
1 mała cebulka
1-2 ząbki czosnku
2-3 garście szpinaku
1/3 szkl (ew. troszku więcej) płatków zbożowych/owsianych/whatever tylko nie czekoladowych
Trochę sera (uwaga! nie tłusty, ani półtłusty, nie feta, bo sałatka wychodzi mega mega słona x.x najlepiej zwykły twaróg biały/mozarella)

Cieciorkę obficie opłukaj, potem zalej wieczorem 1,5-2 szkl wody i odstaw na noc, niech napęcznieje. Następnie w tej wodzie ją ugotuj - ok 60-80 min (of course posól lekko tę wodę, dodaj też z 3/4 szkl wody) --> dopóki nie będzie miękka. Cebulę i czosnek pokrój w drobną kosteczkę i podsmaż na patelni. Po chwili dodaj dokładnie odsączoną z wody cieciorkę i szpinak. Poduś chwilkę, dodaj płatki, zamieszaj. Wyłącz ogień, dodaj pokrojony ser i pomidor. Zjedz mniam-mniam ;3

Fygląda mało apetycznie, wjem, sorka ;c
Sałatka z ciecierzycy z wędzoną rybką:
Sałatka z ciecierzycy z wczoraj xD / nowo zrobiona
Wędzona rybka

Sałatkę podgrzej/zrób, rybę wyłóż (najlepiej na talerz, chyba, że jesteś leniem jak ja xd) i zjedz. xd

OTHER ALTERNATIVES:

Herbatka z owocowymi kostkami lodu:
2-3 łyżeczki napoju herbacianego typu ekoland
Woda
Garść truskawek
Garść poziomek
Pół banana
Woda (najlepiej cytrynowa/ ew. lemoniada)

The previous day: umyte i pokrojone owoce poukładaj w kostkownicy, zalej wodą cytrynową/lemoniadą/zwykłą wodą/whatever. Włóż do zamrażalki na noc.
The next day: Zrób herbatkę ---> zalej ją ZIMNĄ wodą. Włóż kostki lodu. Opcjonalnie: posłódź. Wypij B-]

Le fuuuuuuuuj! ;x
Koktajl szpinakowo-bananowy:
Garść szpinaku
1 banan
1 szkl wody

Składniki zblenduj i przelej do szklanki. Wypij. (Powodzenia ;xxx)
Koktajl bananowo-truskawkowy:
2 banany
2-3 garście truskawek
1-1,5 szkl mleka 


Owoce przekrój i zblenduj z mlekiem. Wypij <3

środa, 5 sierpnia 2015

Mój Pierwszy Tatuaż. :3

I'm just a dreamer, I dream my life away... 

Dzień dobry!
W końcu znalazłam czas na umieszczenie postu na temat, który jak podejrzewam bardzo Was interesuje. Niestety, chodzę do pracy i rzadko kiedy mam czas na takie rzeczy jak, np. mój blog, ale dziś mam na 13, więc myślę, że spokojnie zdążę zaspokoić Waszą ciekawość. ;-)
A więc do dzieła! 
Jak wszyscy (albo większość) wiecie, ostatnio zrobiłam sobie tatuaż lekko poniżej adgarstka. Stało się to dokładnie 24 sierpnia 2015r. w Skawinie, u pana Darka. Pojechałam tam ze znajomymi, którzy również się tatuowali. Ja zrobiłam sobie mały, 5 cm napis; a właściwie jedno słowo: "DREAMER", w któym litera 'D' składa się z połowy łapacza snów. Jak nie trudno się domyślić, słowo 'dreamer' z angielskiego znaczy 'marzyciel', a łapacz snów to indiański.. przyrząd (?) służący do przechwytywania koszmarów. On dzięki swojej siateczce "oczyszcza" sny przepuszczając te dobre do naszej świadomości, a zatrzymując te złe. Co do dalszej interpretacji, pozostawię ją dla siebie. Tyle, ile podałam, w zupełności Wam wystarczy.
Tatuaż nie jest moim oryginalnym wzorem, bo znalazłam go w internecie; niestety, nie wpadłam sama na tak genialny pomysł, ale nie przeszkadza mi to. Mówcie co chcecie, ale dla mnie nieoryginalność mojego tatuażu nie stanowi problemu; problemem raczej byłoby gdybym miała wymyślić coś sama - z tego prostego względu, że nie umiałabym tego dostatecznie dobrze ubrać w słowa (tak, mam problemy z wysłowieniem się i to dość często) i nie sądzę, by projekt mnie zadowolił.
Oczywiście nie oznacza to, by ciągle tylko i wyłącznie korzystać z gotowców i robić sobie pętlę nieskończoności jak wszyscy, ale jeśli znajdzie się coś fajnego... to czemu nie? To Twoja skóra i Ty decydujesz, co na niej się znajdzie. Ja zdecydowałam się na ten napis i nic nikomu do tego. :-)
No. Ale dość już o tym, przejdźmy do spraw technicznych, które są ważniejsze.:
  • Jak wyglądało przygotowanie do robienia tatuażu? 
    Rano pięknie zjadłam śniadanko (dość duże) i obiadek (też duży), a potem pojechałam po mojego Dreamera :p
    Przed samym tatuowaniem Darek popsikał mi skórę jakimiś dwoma środkami dezynfekującymi, odbił napis z kalki na skórę, posmarował ją wazeliną i wyciągnął nowiuśkie, nierozpakowane igły, nalał tusz do czystego pojemniczka, skręcił to wszystko jakoś ładnie i zaczął mnie tatuować xd
    Oczywiście cały czas miał na sobie jednorazowe, lateksowe rękawiczki, które również założył przy mnie.
  • Jak wyglądało samo tatuowanie?
    Otóż Darek, wiedząc, że to mój pierwszy tatuaż, zrobił mi najpierw parę kuleczek, przerwał i zapytał się mnie: "i jak?", a ja z uśmiechem na ustach odparłam "dobrze!"
    Bo i było dobrze. Tatuaż naprawdę mnie nie bolał. Nie zwijałam się z bólu na fotelu, nie płakałam i nie modliłam się, żeby jak najszybciej to piekło się skończyło. Szarpało mnie lekko po skórze, fakt. Uczucie to raczej nie należy do przyjemnych, ale jest do wytrzymania. Naprawdę. Jedyne, co mnie troszkę zabolało, to stosinki (te pionowe kreski w środku piórka, gwoli ścisłości xd). Ogólnie to 'D' było najbardziej dyskomfortowe, bo skóra hm.. "przyzwyczajała się" (jeśli tak można to nazwać) do igły. Liter praktycznie w ogóle nie czułam.
    Całość trwała ok. 10-15 minut.
Zaraz po ;-)
  • Co się działo bezpośrednio po tatuowaniu?
    Bezpośrednio po skończeniu tatuowania Darek wyczyścił mi tatuaż ręcznikiem papierowym i płynem, nałożył na niego wazelinę, zrobił jego zdjęcie i owinął mi go folią. Dostałam od niego karteczkę z instrukcją dbania o tatuaż (zwłaszcza w czasie gojenia). Zapłaciłam za mojego Dreamerka, podziękowałam, pogłaskałam cudownego piesia i.. wyszłam. :p
    Jadąc do domu widziałam, jak wylewa mi się nadmiar tuszu, a moja ręka była w tych okolicach zaczerwieniona, sam tatuaż był opuchnięty i nabrzmiały. Nie był jednak zakrwawiony, tak jak moich znajomych; może z tego tytułu, że był malutki :p
    Anyway, jeśli Wy będziecie widzieć krew po tatuowaniu to nie martwcie się. Tak ma być.
    Tatuaż ten.. jakby to powiedzieć... czułam. Czułam go, troszkę mnie pobolewał, albo raczej mrowił. Tak wyglądała moja ręka w aucie:

  • Jak wyglądało gojenie?
    Oh, temat rzeczka.. Opisywałam to sobie codziennie, by Wam to przedstawić i teraz to tu przepiszę; poniżej będą też zdjęcia.
    Lecz najpierw co i jak robiłam. Więc smarowałam tatuaż maścią Alantan; od 3 do 5-6 razy dziennie. Do tego kilka razy dziennie przemywałam tatuaż ciepłą wodą i szarym mydłem. Starałam się go chronić, tj. nie wystawiałam go na słońce, nie korzystałam z basenu czy solarium, nie drapałam, nie moczyłam, nie pozwalałam psom dotykać ani wąchać tego miejsca, nie brudziłam go, nie dezynfekowałam spirytusem ani wodą utlenioną (!) - tego nie wolno!!!
    No i tyle, po prostu na niego uważałam. Po 10 dniach był zagojony na full. ;-)

    A teraz przebieg. Przyjmuję, że 1 - to pierwszy dzień gojenia; zrobienie sobie tatuażu to "Dzień Zero".

    1 - lekki ból, pieczenie, wypływ tuszu, tatuaż nabrzmiały i zaczerwieniony, czułam każdą              literkę i kreskę
    2 - już nie boli, piecze minimalnie, tatuaż nadal nabrzmiały, lecz mniej zaczerwieniony
    3 - tatuaż nie boli ani nie piecze, nie jest czerwony, ale dalej (choć mniej) nabrzmiały, lekko swędzi
    4 -  zaczyna delikatnie, ledwo zauważalnie schodzić skóra, tatuaż jest mniej opuchnięty
    5 - skóra schodzi bardziej, swędzi bardziej, zwłaszcza przy dotyku, już nie jest opuchnięty
    6 - skóra dalej mocno schodzi, mocno swędzi, brak opuchlizny, ale tatuaż jest jeszcze wyczuwalny
    7 - skóra schodzi troszeczkę mniej, tatuaż już nie swędzi, dalej wyczuwalny
    8 - skóra schodzi znacznie mniej, tatuażu nie czuć, gdy się go dotyka
    9 - skóra już praktycznie nie schodzi, tatuaż jest niewyczuwalny
    10 - skóra już nie schodzi, tatuaż w pełni zagojony




  • Co teraz dzieje się z tatuażem, jak go pielęgnujesz itp?
    Teraz smaruję go 1-2 razy dziennie kremem do twarzy lub kremem nivea, dalej przemywam wodą i szarym mydłem, ale rzadziej; uważam na niego (zwłaszcza na słońcu), ale mniej. Nie boję się ubrać bluzki z długim, przylegającym rękawem, nie boję się pogłaskać psa, ani nie uważam by się nie zamoczył podczas kąpieli. Wiadomo, nie moczę go ciągle w wodzie, ale też nie ścieram w panice każdej kropli ;-)
    No i.. oczywiście chętnie go pokazuję :p
    Planuję także następne i to w kolorze, także we wrześniu - październiku pewnie znów poczytacie sobie o moich nowych nabytkach ^-^ 
No i to chyba tyle, kochani. Jedyne, co mogę dodać na koniec tak konkret od siebie, to to, byście dokładnie przemyśleli swoją decyzję, bo tatuaż jednak JEST NA CAŁE ŻYCIE. A nawet, gdybyście chcieli go usunąć (co jest bardzo drogie i bolesne, w dodatku rozkłada się na całą serię, a nie pojedynczy zabieg), to i tak zostanie blizna (w kształcie tatuażu). Nie spieszcie się i nie świrujcie, bo "wczoraj skończyłem 18 lat, jutro idę po tatuaż, ale jeszcze nie wiem jaki wzór!!?!"
Serio, nie warto. Ok, ja tak zrobiłam :p (ale to było 14 dni po urodzinach! xD)
+ jeśli boicie się czegoś, np. bólu, albo problemów w/z pracą, zróbcie tatuaż w miejscu mało widocznym i mało bolesnym, np. na plecach, udach
Przemyślcie miejsce, naprawdę, zwłaszcza dziewczyny, miejcie świadomość tego, że tatuaż na brzuchu podczas ciąży się zniszczy i baaaardzo ciężko będzie Wam przywrócić go do stanu używalności; czasem jest to niemożliwe.
Nie tatuujcie też sobie twarzy czy dłoni, właśnie ze względu na pracę.
Po prostu MYŚLCIE. Okej?
I nie bójcie się. To naprawdę nie jest tak straszne, jak Wam się wydaje :-)
No i pierwsze przykazanie: SŁUCHAJ TATUATORA SWEGO, ABY TATUAŻ ŁADNIE SIĘ PREZENTOWAŁ I ABYŚ BYŁ ZADOWOLONY Z NIEGO. 

No i to tyle na dziś. Trzymajcie się cieplutko! A jeśli chcecie, bym jakiś temat rozszerzyła, piszcie w komentarzach.
Have a nice day!
TheApocalypticLove~